Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje restauracji i kawiarn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje restauracji i kawiarn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2015

Co lubie w Sharjy- libanska piekarnia Al Arz Automatic Bakery

Uwaga, zabieram Was teraz do Sharjy! W dodatku na libanska uczte. 






Sharjah to tloczne, jak na Emiraty, miasto, ktorego zmora sa korki uliczne. Dzieki swojej architekturze bardzo przypomina Kair i tak tez Sharje sie czasem nazywa- malym Kairem- w koncu to glownie dzieki egipskim inzynierom, z pustyni wyrosly tamtejsze wiezowce. 
Koszty zycia w Sharjy sa mniejsze, niz w Dubaju czy Abu Zabi, co przyciaga tych o nizszym statusie materialnym, glownie imigrantow. To dlatego mieszaja sie tam kultury, jezyki, rozne kuchnie swiata oraz tradycje, ktore czynia Sharje kolorowa i tetniaca zyciem. Lubimy tam od czasu do czasu zagladac.




Jednym z naszych ulubionych tamtejszych miejsc jest piekarnia, w ktorej myslami przenosze sie do Bejrutu- nie, nigdy jeszcze nie bylam w Bejrucie, ale dzieki takim wlasnie miejscom oraz zaslyszanym opowiesciom o pieknym Libanie, moge poczuc choc namiastke tej odleglej krainy. Teraz rowniez Wy poczujecie sie tak samo, dzieki moim zdjeciom. 














 

 
 



















niedziela, 5 kwietnia 2015

Marroush, moja ulubiona libanska restauracja w Abu Zabi

Co my tutaj mamy? Kurczak z rozna z frytkami, hummus, chleb arabski prosto z pieca oraz sos czosnkowy "tomiya". Do tego swieze oraz kiszone warzywa. Tylko w libanskiej restauracji tak dobrze Was nakarmia. ;) Zestaw na wynos, chyba lepszy od typowego fastfoodu?<---Pytanie retoryczne. :)


sobota, 4 kwietnia 2015

Bu Qtair-pewna nietypowa restauracja w Dubaju

Musze Wam opowiedziec o pewnym nietypowym miejscu w Dubaju. Otoz w samym srodku Jumeiry, tuz obok eleganckich rezydencji, stoi sobie niepozorna, zaniedbana, mala chatka, na ktorej szyld glosi "Bu Qtair Restaurant". Powiem Wam szczerze-z poczatku na widok owej chatki mialam ochote uciec, oj nieufna bylam. Lecz gdy zaczela sie zblizac godzina osiemnasta, zaobserwowalam dziwna rzecz-ludzie zaczeli schodzic sie grupami. Naszlo tych ludzi tyle, ze kolejka byla dluuuga, niemal jak w Polsce za czasow PRLu! :) I zaczela sie biesiada! Grillowana ryba i krewetki, oczywiscie wszystko prosto z morza, zlowione tego samego dnia przez rybakow, ktorzy zyja sobie obok. Smak, jakiego dotad nie znalam, tak pyszne, ze zostaly tylko osci z rybki.
Okazuje sie, ze jest to bardzo slawne miejsce, gdzie ma sie wrazenie, ze czas stanal w miejscu pol wieku temu-widac nie tylko przepych i lsniace srebrne sztucce na bialym obrusie moga miec swoj urok.