poniedziałek, 3 lipca 2017

Vimto - a co to?

Tylko 41 stopni Celsjusza.  Tyle pokazywały termometry  wczoraj.
"Tylko", bo to dopiero początek upałów w Emiratach i z pewnością temperatury jeszcze sporo wzrosną.
Klimatyzacja buczy nad uchem,  ale do tego można się przyzwyczaić i z czasem przestaje się ten szum słyszeć, a bez niej nie wyobrażam sobie życia w tym klimacie.





Chłodne napoje mają teraz wzięcie.
Jednym z najbardziej popularnych na Bliskim Wschodzie jest Vimto.
Myślę,  że większość ludzi tutaj wierzy, iż jest to rodzimy arabski produkt. Szczególnie w okresie Ramadanu promuje się go jako ważną część tutejszej tradycji i ja również  byłam zaskoczona, dowiedziawszy się  kilku faktów:

- W 1908 roku John Nichols stworzył syrop Vimto z mieszanki jagod i ziół.

- Powstały produkt początkowo był sprzedawany w Wielkiej Brytanii w mieście Manchester, a następnie, wraz ze wzrostem handlu i żeglugi,  został rozpowszechniony w Chinach, Indiach, Zatoce Arabskiej i Afryce.

- W 1927 r. Pierwsze pokolenie przedsiębiorców z rodziny Aujan zaczęło wprowadzać Vimto do regionu Zatoki Perskiej.

- W roku 1978 w Dammamie powstała pierwsza fabryka napojów Vimto na Bliskim Wschodzie.

- Od roku 1982 Aujan promował Vimto w okresie Ramadanu,  aż stał się on najczęściej pijanym napojem podczas iftarów.

- Arabia Saudyjska, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie to kraje, w których wypija się najwięcej Vimto, a rynek arabski jest największym po brytyjskim, gdzie produkty tej marki cieszą się zainteresowaniem.

Ciekawe, że syrop Vimto nie trafił do Polski, ale to pewnie dlatego, że naszego domowego soku z malin nic nie przebije, nawet sok z gumijagód. 😎 😍

środa, 28 czerwca 2017

Berlińskie wspomnienia

Mieszkajac w Berlinie, mialam mozliwosc poobserwowac zyjacych tam panow z krajow Bliskiego Wschodu. Nie bylam wtedy jeszcze muzulmanka.


 
Berlin – Neukölln Skyline
fot. www.voss-photography.com



Oto co ciekawsze wspomnienia:

1. Gandi - Libanczyk.

Wspolnie z zaprzyjazniona para przygotowywalismy iftar (posilek przerywajacy post w Ramadanie) u nich w domu. Ja kroilam warzywa na salatke, Ewa przygotowywala soki, jej maz robil hommus, a Gandi, jego kolega, gotowal molokhiye (to ichniejsza zupa z pewnego rodzaju zielska).
Wiec kroilam sobie salateczke, Gandi mieszal zupe, inni tez sie krzatali, jakbysmy byli niemal rodzina.
Zjedlismy iftar, porozmawialismy, bylo milo, wrocilam do domu.

Po jaaaakims czasie, przypadkiem idac ulica, natknelam sie na niego. Rzucilam czesc w odpowiedzi i tyle. Ale nie dal za wygrana.
- Pamietasz jak kroilas warzywa na salatke, a ja gotowalem molokhiye?
- Yyy, tak, pamietam...
- Bo wiesz, ja szukam zony i ja ciebie obserwowalem jak kroilas te warzywa i moze zechcialabys...
- Yyy, nie wiesz, ja naprawde musze juz isc - nie chcialam dac mu skonczyc, bo przeczuwalam co chce powiedziec.
I odeszlam, ale uslyszalam jeszcze jak Gandi mowi "zobaczysz, ze nasza historia sie jeszcze nie skonczyla."

Gandi sie mylil. Nie tylko nasza historia sie w tym momencie zakonczyla, ale tez ona nigdy sie nawet nie zaczela.

2. Yussef, tez Libanczyk.

On rowniez szukal zony.
Pamietam, ze strasznie mnie irytowalo, jak kaleczyl niemiecki, a gdy probowalam go poprawic (Ordnung muss sein, wiec niech sie nauczy porzadnie jezyka kraju, w ktorym mieszka :P), to sie prawie oburzal.

Kiedys sie rozplakal i ocierajac reka lze, powiedzial, ze kocha swoja mame.

OK...! o.O

Ja tez kocham swoja mame, bardzo! Ale nie mowie o tym obcym, placzac.

Temu panu juz podziekujemy.

3. Przypadkowy Turek.

Szlam kiedys ulica z kolezanka. Nomen omen, do sklepu kupic turecka baklawe.

Kto byl kiedys w berlinskiej dzielnicy Neukoelln, na Sonnenallee, ten wie, jak wyglada przejscie kawalka chodnika - zaczepki... :/

I tak, przypadkowy Turek smial za nami zawolac "hallo".

Trafil zle, akurat mi humor nie dopisywal...Odwrocilam sie i groznym tonem spytalam: "was hallo, was hallo?!!!"
Turek na to zdziwiony: "nein, nein, to do kolegi!"

Kolega chyba mial czapke niewitke na sobie, bo nikogo poza nami tam nie bylo...



4. Turecki sprzedawca baklawy.

Mialam kolezanke, ktora miala przyslowiowego weza w kieszeni. :P
Wybralysmy sie kiedys na pyszna turecka baklawe, ktora sprzedaje sie na wage.
Jednak moja kolezanka poprosila...o jedna sztuke. :O Jedna malusienka sztuke baklawy - to tak, jakby kupujac cukierki na wage, poprosic o jednego...
Poczulam sie lekko zazenowana, jednak sprzedawca milo sie usmiechnal i podal jej trzy kawalki, mowiac, ze to na koszt firmy. :)

5. Mustafa, Palestynczyk.

W weekendy wracal do zony pijany z dyskoteki...

Ale nie jadal wieprzowiny, BO HARAM! :O o.O


czwartek, 4 maja 2017

Moje trzy grosze w sprawie Magdaleny

To nie będzie  przyjemny wpis.
Trudno.  

Odnośnie zmarłej w Egipcie w niewyjaśnionych okolicznościach Magdy - poczytałam, co polscy detektywi kanapowi  mają do powiedzenia, po czym musiałam ochłonąć. 

Wnioski i przemyślenia moje są takie:

1. Albo wypowiadała się w większości patologia , albo to społeczeństwo durnieje:
a) nie uszanowano pamięci zmarłej (dno moralne - wyśmiewano się z jej śmierci, wyzywano, oczerniano - nie pytam jak można,  bo wiem, że odpowiedzi nie znajdę...)
b) nie dano  spokoju rodzinie
c) wyrok zapadł - Markus jest winny! 
d) jak nie Markus, to rezydent ( nazywany kolejno ciapatym, murzynem, brudasem...)
e) albo oni obaj...

Fajnie. Tylko gdzie dowody? 🤔

2. Niektórzy poszli o krok dalej. Winny jest "cały ten dziki kraj", bo tam jest przyzwolenie społeczne na gwałt na białych kobietach. 

Powiem tylko tyle, że jesteście bandą ignorantów. Jak się was czyta to i straszno i śmieszno.  
Ale przede wszystkim człowiek się za takich jak wy wstydzi...😕

3. Gdy egipski mąż, w wyniku troski, nie chce puścić żony samej do innego kraju, to wiadomo...zniewolil kobietę...
Magda pojechała sama - opinia publiczna się oburzyła: "co to za facet, że  puścił swoją kobietę samą?! To nie mężczyzna!"

Ach, te podwójne standardy. Zakłamanie i hipokryzja. 

4. Czuję się zażenowana postawą osób, które sprowadzają czyjś dramat do poziomu taniej sensacji. 

5. Komentarze wypisywane na profilu zmarłej dziewczyny najlepiej świadczą o tym, jak beznadziejną grupą społeczną jesteście.  Matki, ojcowie, co z wami? Co wpoiliście swoim dzieciom? Jakie zasady, kulturę,  obycie? 🤔 Cóż za obywateli daliście światu?  🖓🖓🖓🖓 
Dlaczego musimy się za wasze dzieci wstydzić?!  😕😕😕

Wspomniane komentarze są też najlepszym przykładem,  że nie powinno się takim ludziom dawać prawa głosu. Banować, kasować,  walczyć jak z zarazą!!!


niedziela, 26 lutego 2017

Sobota, dzień targowy

Lubię wyprawy na ryneczek po warzywa z okolicznych farm. Nie dość, że mogę tam kupić produkty lokalne, to jeszcze zazwyczaj uda się coś utargować. 😊😄 Dzisiaj mieli nawet młode ziemniaki! 😍 
Do ogródka zakupiłam drzewko figowe i teraz będę z niecierpliwością czekać, aż zaowocuje. 








Lara, zakochana we wszystkich zwierzaczkach świata, próbowała mnie namówić kolejno na: kota, papugę, żółwia, króliczka.




Z króliczkiem prawie się jej udało, były tak słodkie, że zmiękłam, ale jednak rozsądek zwyciężył - za często wyjeżdżamy...🤔

Lubicie chodzić na targ? 







sobota, 4 lutego 2017

Poznajcie Ayeshe i Hamada

Ayesha i Hamad, mlodzi Emiratczycy, sa bohaterami serii ksiazek dla dzieci "The Tales of Hamad" i "The Tales of Ayesha", autorstwa Dr. Ahmeda al Shoaibiego, ktore w interesujacy sposob przyblizaja kulture, tradycje i historie Zjednoczonych Emiratow Arabskich.


Autor Dr.Ahmed al Shoaibi. Fot. The Tales of Hamad/Facebook


Zostali oni moimi i Lary nowymi przyjaciolmi i bardzo chetnie czytam jej o ich kolejnych perypetiach, a ona slucha, jak zaczarowana. 


Wsrod emirackiej przyrody poznawalysmy przygody Hamada i Ayeshy.

Nic tylko usiasc i czytac. :)


Od ktorej zaczac?

Larunia "czyta". Na nosie profesorskie bryle musza byc. :D




Ksiazki te sa bardzo cenione w ZEA, gdyz poprzez polaczenie terazniejszosci z przeszloscia, pomagaja one najmlodszym Emiratczykom poznac swoje dziedzictwo kulturowe, niezbedne do zachowania tozsamosci, a wszystko to w formie krotkich, pelnych przygod opowiadan z moralem, ktore sa najlepszym sposobem, by wpoic dzieciom system wartosci, dzieki ktoremu wyrosna one na pelnych szacunku,  wartosciowych ludzi.




Niektore sceny byly Laruni znane z jej wlasnego zycia.


Emiracka flage rozpoznala od razu.




Jednak nie tylko mali Emiratczycy pokochali opowiesci o Ayeshy i Hamadzie. Wraz z Lara polecamy te pieknie ilustrowane pozycje wszystkim, ciekawym swiata i innych kultur, malym czytelnikom i ich rodzicom. 


 
Autor podczas czytania swych ksiazek w jednej ze szkol. Fot. The Tales of Hamad/Facebook


Ksiazki sa w jezyku angielskim (na szczescie! :D).

Czytamy o palmach daktylowych...pod palmami daktylowymi. ;)


Do tej pory ukazaly sie nastepujace tytuly:

 1. The Tales of Hamad:
- UAE, My Homeland
- Catch of the Day
- Camel & the Drone
- Eid Road Trip
- Ghosts of Gergi'an
- Ghoul & the Phoenix

2. The Tales of Ayesha:
- Space Nokhita
- My Brother's Horse
- The Pearl Necklace
- The Palm Tree with the Sweetest Dates
 



W przerwie od czytania mozna sie uraczyc arabska kawa z orientalnych filizaneczek.


Emiracki nastroj w pelni.




Wszystkie pozycje o Aishy i Hamadzie znajdziecie na stronie  https://www.facebook.com/thetalesofhamad/
Whatsapp: +971 52 226 5310.


Wizytowka.



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Zegnaj roku 2016, bede cie wspominac!

No i mamy nowy rok, ktorego nadejscie zupelnie przegapilam, a bylo to tak: w ostatni dzien grudnia maz spytal, czy chce gdzies wyjsc, obejrzec fajerwerki czy cos, ale stwierdzilam, ze lepiej zostac w domu, w kapciach i z herbata, ogladajac filmy. Kwadrans po polnocy zorientowalam sie, ze to "juz", westchnelam ciezko, ze czas tak szybko mija (znow o rok starsi...) i jakby nigdy nic, kontynuowalam ogladanie. 

Teraz jednak chcialabym jeszcze na chwile sie cofnac do zeszlego roku, aby powspominac najwazniejsze dla naszej rodziny wydarzenia.

Najwazniejsze...

... choc nie zawsze pozytywne, jak na przyklad moj niespodziewany pobyt w szpitalu

 
Czekoladki na pocieszenie, prezent od meza, tesciowej i corci.



Po kilkudniowej meczarni z wysoka goraczka, znalazlam sie na pogotowiu. Myslalam, ze po prostu dostane kroplowke, temperatura zostanie zbita, zostanie postawiona diagnoza, wypisza mi recepte na odpowiednie leki i wroce do domu. Ale lekarz bardzo sie zafrasowal - "musi pani zostac, konieczna jest punkcja ledzwiowa i inne badania, by wykluczyc zapalenie opon mozgowych". 

W tym momencie pomyslalam, ze doktorek zwariowal. ;) :P

W koncu jednak, wspolnymi silami z mezem i pielegniarka, namowili mnie, zeby zostac. Doktor, Emiratczyk, staral sie jak mogl, jestem mu naprawde wdzieczna za przekonanie mnie, bo jak sie okazalo juz nastepnego dnia, jego podejrzenia byly sluszne. :/  

Mialam jednak szczescie w nieszczesciu, ze bylo to zapalenie typu wirusowego, ktore jest latwiejsze do wyleczenia i mniej grozne, niz bakteryjne. Alhamdullilah, udalo sie wyjsc z tego bez szwanku, choc lezac na lozku szpitalnym mialam naprawde nieciekawy nastroj, bylam wrecz przerazona, ze spotkalo mnie cos takiego. Balam sie oczywiscie  o swoja corke, ze gdyby cos mi sie stalo...ehhhh...lepiej nie dokoncze tej mysli.

Lara do dzis wspomina ze smutkiem, ze jej mama znikla, bo byla chora - gdy jechalam na pogotowie, ona spala pod opieka egipskiej babci, a rano po obudzeniu, pierwszy raz w zyciu, nie znalazla mamy, krzatajacej sie po domu. Dobrze, ze tesciowa u nas akurat w tym czasie byla, jej pomoc okazala sie nieoceniona.

Jako muzulmanka musze jednak pamietac, ze Bog ma wobec nas Swoj plan, moze nas testuje, moze chce nas "obudzic", nakierunkowac poprzez negatywne, w naszym rozumieniu, doswiadczenia. Zaufalam Bogu, ze tak mialo byc i wkrotce zrozumialam caly sens, ze doswiadczajac mnie choroba, Bog dal mi inny prezent - przyjazd mojej kochanej rodziny! 


Moje szpitalne okno. Mialam ochote przez nie wyfrunac, szpital mnie przytlaczal,a ta zielen na zewnatrz tak kusila...


Kilka slow o publicznym szpitalu, w ktorym mnie leczono. Warunki byly naprawde komfortowe. Lezalam w sali jednoosobowej, czystej, ladnie urzadzonej, z wlasna lazienka i telewizorem. Sprzet nowoczesny. Karmili bardzo dobrze - porzadne posilki, obiad trzydaniowy, nie musialam miec nawet wlasnego picia, gdyz dostawalam soki, kawe, herbate oraz wode butelkowa bez ograniczen. Jednak tak dobrze mialam tylko przez pierwszych kilka dni, gdyz potem zalecono mi diete i dostawalam jedynie bulion i galaretke truskawkowa, ktora, o dziwo, nie zbrzydla mi jeszcze. :P Bardzo podobne warunki byly w szpitalu prywatnym w Abu Zabi, w ktorym kiedys lezal moj maz. Mimo to, lepiej nie chorowac. :) Zdrowka Wam zycze.



Czasu na czytanie w szpitalu mialam az nadto.



Kolejne wazne wydarzenie to przyjazd rodziny z Polski. Cud. Od dawna ich namawialam, ale zawsze im bylo nie po drodze (hhhh, kilka tysiecy kilometrow, czy to az tak daleko? :P). Jednak na wiesc o chorobie, podjeli decyzje w minute ( a moze byla to sekunda? hm? mozliwe!) i juz wkrotce nawet bilety mieli zabukowane. :D Sami sie nawet dziwili, ze potrafili sie tak szybko zorganizowac. :)  
Wiecej na ten temat napisze wkrotce.


Mama z ciocia podziwiaja rosliny w parku kolo naszego domu. Moja mama to zapalony ogrodnik, tutejsza flora bardzo ja ciekawila.

 
 


Musze tez wspomniec zeszloroczne wichury z deszczem, ktore narobily duzo szkod w calych Emiratach, a kilka osob stracilo w ich wyniku zycie. Ten kraj nie jest gotowy na taka pogode. Nawet jesli zwyczajnie pada, na ulicach tworza sie gigantyczne kaluze, przez ktore ciezko przejechac, a nas standardowo zalewa - woda w ogrodzie, ktora nie ma dokad splywac, dostaje sie do domu przez drzwi wejsciowe, mimo dwoch schodkow, czyli wcale nisko nie jest. Rynny, studzienki tutaj nie istnieja...bo deszcz pada 3?, 4?, 5? razy w roku.


Jeszcze przed chwila swiecilo slonce...Przez duze okna dokladnie bylo widac moment naplyniecia ciemnych, zlowrogich chmur.

Kino bez pieniedzy.


Spektakl trwa.


Zeszloroczna nawalnica nadeszla, gdy akurat bylysmy z moimi przyjaciolkami na kawie w Ikei, dzieki czemu mialysmy niecodzienny spektakl przez duze okna, gdy szybko plynace, ciemne chmury pojawily sie znienacka. Widok nieco przerazal, ale w ogromnym budynku czulysmy sie bezpiecznie (pewnie w domu mialabym wiecej strachu). Jak groznie bylo tego dnia okazalo sie pozniej, gdy zewszad naplywaly wiadomosci o urwanych oknach, slupach, stratach itp. 




Deszczowa pogode wykorzystalysmy, by zrobic obrazki z parasolkami, ktore trafia do rodzinnych pamiatek. Pomysl pochodzi ze strony craftymorning.com.


Latwe w wykonaniu parasolki 3d.


Lara miala frajde, biegajac po kaluzach. :)

Na pewno dlugo bede wspominac wesele, na ktore bylam zaproszona w zeszlym roku wraz z tesciowa. Nie bylo to pierwsze wesele, na jakim mialam okazje byc w Emiratach, ale pierwsze tradycyjne emirackie, malo tego, u rodziny szejkow. 
Z mama meza zrobilysmy sobie babskie zakupy, kupilysmy torebeczki, buty (chcialam na bardzo wysokich obcasach i jednoczesnie wygodne do tanczenia, ale czytajcie dalej...) i inne potrzebne nam rzeczy. Przepraszam, nie bede skromna :P, ale naprawde sie wystroilysmy. :
Cieszylam sie, ze zobacze prawdziwe emirackie wesele oraz ze sie wytancze. 


Zaproszenie zostawilam sobie na pamiatke.




Byla to impreza tylko dla kobiet, gdyz mezczyzni mieli swoja juz wczesniej, oddzielnie, tak wiec maz nas tylko zawiozl. Sluchajcie, wszystkie, ale to wszystkie wjazdy do Abu Zabi byly obstawione eleganckimi szyldami, ktore wskazywaly droge dla gosci weselnych. Malo tego, pol osiedla biznesowego w poblizu imprezy bylo wylaczone z ruchu i stali tam Emiratczycy w swych tradycyjnych bialych szatach (kandura), ktorzy kierowali nas w odpowiednie miejsce. Zaczely sie zjezdzac limuzyny. Po wejsciu do budynku, ktory byl ogromnym nowoczesnym biurowcem, zaczelysmy sie kierowac po strzalkach na sale. Wpierw winda w dol. Potem schody w gore. W lewo kilometr. W prawo pol kilometra. Prosto dwa kilometry. Jeszcze tylko raz schody w dol, i raz w lewo, i raz w prawo...konca nie widac!!!!! Nalazilysmy sie jak na lotnisku! :D :O Tak jest, obie na obcasach. Uff, sie spocilam. :P

W koncu dotarlysmy, a tam...bramki z damska ochrona. Tak. :D Poproszono nas o okazanie zaproszen, sprawdzono, czy nie mamy przy sobie niebezpiecznych narzedzi i polecono nam zostawic telefony u pani z ochrony. Zero zdjec, zakaz! Pani ta miala w tym celu specjalny dlugi stol, ktory byl juz oblozony setkami telefonow  w eleganckich torebeczkach z numerkami. Teraz dopiero moglysmy wejsc na sale. 

A tam...

Nie sala tylko normalnie stadion! Tak ogromnej imprezy prywatnej jeszcze nie widzialam. Gosci nie wiem ilu moglo byc, ale na pewno nie stu, ani dwustu. :D 


 
Sheikha Moza z krolowa. Fot. The Guardian.


Dolaczylysmy do stolika, przy ktorym siedziala nasza rodzina z Al Ain. Kilka stolikow dalej siedziala Sheikha Moza z Kataru. Cala ta wielka hala byla udekorowana jak z bajki kwiatami i krysztalowymi zyrandolami. Na kazdym stoliku staly ogromne bukiety kwiatow, zastawa byla bardzo wyszukana, podobnie jak dekoracje potraw. Jedzenie jak z luksusowej restauracji,
kelnerki caly czas, no doslownie caly czas z czyms podchodzily, na zmiane slodkosci, potrawy slone, napoje gorace, przekaski, owoce. Nie nadazalysmy im odmawiac, bo zanim skonczylysmy jesc jedno, juz podchodzily z kolejna propozycja.

No dobra, to tyle o jedzeniu, bo tak naprawde bardziej mnie zainteresowaly stroje innych pan. Loj. Bylo na co popatrzec. Niesamowite suknie balowe, bizuteria, makijaze i fryzury, jedna piekniejsza od drugiej. Arabki nie zakladaja "malej czarnej", u nich sie swieci, blyszczy, trzesie, mieni. :) Kto by pomyslal, ze to te same kobiety, co przyjechaly w czarnych, dlugich abajach z zakrytymi hidzabem wlosami, prawda? :)


Kadim al Sahir, arabski artysta. Fot. The National.


Co jakis czas przedstawiano mnie komus, sypano imionami, tytulami, koneksjami...ale malo z tego pamietam. :) Jednak trzeba oddac, ze mimo calego blichtru, kobiety te byly bardzo serdeczne i mialo sie wrazenie, ze sa po prostu zwyczajnymi, fajnymi babeczkami. 


Dalsza czesc wieczoru to bylo dla mnie wielkie rozczarowanie. Nie bylo tancow! :( Kadim al Sahir, wielka osobistosc wsrod arabskich muzykow, dal koncert, potem byla grupa taneczna (glownie Rosjanki, na moje oko) i piekna Arabka, ktora zrobila pokaz tanca w stylu "khaleeji". Jednak z gosci nie tanczyl nikt...Podsumowujac, wesele wygladalo jak kolacja w dobrej restauracji polaczona z koncertem. Na sam koniec piekna panna mloda wraz ze swoim wybrankiem baaardzo wolnym krokiem przeszla srodkiem, aby sie zaprezentowac i byl to znak, ze wesele dobieglo do konca. 

Nie moglam robic zdjec, bardzo zaluje, ale na pamiatke wzielam sobie weselna chusteczke nawilzana. Tylko tyle zmiescilo sie w mojej wieczorowej kopertowce. :)



Warto bylo choc raz w zyciu zobaczyc cos takiego, ale potem fajnie jednak wrocic do swojego normalnego, zwyczajnego zycia. <3