Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edukacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2020

Historia pewnego zadania domowego...

Parę dni temu,  Lara wróciwszy ze szkoły oznajmiła, że jej zadaniem domowym jest wypracowanie na temat pustyni.


Poczytajcie, jak potoczyły się losy owego zadania domowego i dokąd nas ono zaprowadziło.


Katia, kolezanka z klasy, napisala wypracowanie o wielbladzie o imieniu Amir.
Katia, kolezanka z klasy, napisala wyracowanie o wielbladzie o imieniu Amir. Amir w jezyku arabskim znaczy ksiaze.




Stwierdzenie, że na pustyni jest dużo piasku, chyba nie wystarczy, a nasza biblioteka publiczna wciąż pozostaje zamknięta. W domowych zbiorach informacje na tematy pustynne też  okazały się raczej skąpe.

Przeszukałyśmy Internet. Lara czyta, co w powyższym temacie ma do zaoferowania Wikipedia:

"Ar-Rab al-Chali[1], (arab. الربع الخالي, Ar-Rab‛ al-Khālī) – pustynia piaszczysta w południowej części Półwyspu Arabskiego na terytorium południowo-wschodniej Arabii Saudyjskiej oraz częściowo na terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Jemenu i Omanu."


I tak dalej, i tak dalej.

Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem czuję, jak jej głos staje się coraz bardziej monotonny i znudzony i w tym momencie wiem, że niewiele z tych informacji pozostanie w jej głowie. 

Jednak mama, to taki drugi Pomysłowy Dobromir. Nad głową zapaliła mi się lampka i już wiedziałam, jak ugryziemy ten temat, by już na zawsze pozostał w pamięci Lary. Bo przecież najlepsza nauka jest poprzez zabawę! Gdy dziecko samo coś odkryje, zobaczy, dotknie i poczuje, a pustyni akurat w naszej okolicy jest pod dostatkiem. 



Misie w teczke i w droge!


W ten właśnie sposób, w weekend, zabraliśmy misia w teczkę i pojechaliśmy na wycieczkę. Za cel wybraliśmy Al Ain. Aby się tam dostać, zazwyczaj jeździmy główną autostradą Al Ain Road. Wiedzie ona przez mniejsze miejscowości, zawsze jest gdzie stanąć, by kupić coś do jedzenia lub zatankować, a dozwolona prędkość maksymalna to aż 160km/h. Jest to ruchliwa droga.
Ale my zdecydowaliśmy się na wojaże mniej uczęszczaną Al Taf Road, potocznie zwaną Al Ain Truck Road. Jadąc tą autostradą, można naprawdę pomyśleć, że dojechało się na koniec świata. Jest dreszczyk emocji. Na lewo - pustynia, na prawo - pustynia, a na horyzoncie...pustynia. 🤷‍♀️ 


Pusty kwartal, pustynia Rub al Khali.


Z rzadka inny samochód pojawi się na drodze i zazwyczaj jest to jakaś ciężarówka. Dostrzegłam tylko jedną stację benzynową, nieczynną. Na szczęście, my zadbaliśmy o pełen bak przed wyjazdem, bo kto wyrusza w podróż drogą Al Taf musi się odpowiednio przygotować:

- konieczny jest zapas benzyny

- zapas wody

- i sprawny, godny zaufania samochód.




Przed taka wyprawa koniecznie trzeba zadbac o wikt.



W nocy tym bardziej może być to opustoszała autostrada i w razie potrzeby, może zabraknąć drugiego człowieka do pomocy, więc zasada jest taka, że nie jeździ się nią samemu. Najlepiej wybrać się ekipą co najmniej dwoma samochodami.












Przemierzając Al Taf Road, można poczuć dawnego ducha Emiratów. Nie ma tam eleganckich centrów handlowych i drapaczy chmur, za to co kawałek można dojrzeć rozbite na pustyni namioty beduińskie i pasące się stada wielbłądów (za daleko od drogi, bym mogła uchwycić je wyraźnie na zdjęciu, niestety). Zapach w pobliżu farm wielbłądów jest też odpowiedni do widoków - chyba każdy wie, jak waniają zwierzęce odchody? 😂🙈💩






Na Zachodzie bez zmian...









Kotwice w piasku. Systemy korzeniowe roślin pustynnych wiążą piasek w bardziej stabilne środowisko. Te sieci korzeni nazywane są nebkha. Zwierzęta kopią swoje nory w nebkha, aby nie zostały zdmuchnięte z wiatrem i przesuwającym się piaskiem.



Krajobraz sie zmienial. To caly czas pustynia, jednak w miare zblizania sie do Al ain, widac jak zmienia sie kolorystyka, rodzaj podloza oraz roslinnosc.












Krajobraz w czasie jazdy był zmienny. Na początku drogi, która zaczyna się w Al Sharia, pustynia była szara i skamieniała, lecz im bliżej Al Ain, tym bardziej czerwony wydawał się kolor piasku na wydmach. To właśnie wydmy są najpiękniejsze, szczególnie jeśli piasek na nich zostanie pofalowany przez wiatr. Widok wydm ciągnących się aż po horyzont, zmusza do refleksji filozoficznych; automatycznie pojawia się pytanie - ile maleńkich ziarenek piasku składa się na pustynię? A przecież to, co ujrzeliśmy, to tylko jej mały skrawek, bez bogactwa Arabii Saudyjskiej, Jordanii czy Omanu. Oto, jak marny jest człowiek wobec potęgi natury. 





Wjeżdżających do Al Ain wita zieleń palm i trawników oraz widok na góry, z ich najwyższym szczytem Jebel Hafeet. Pustynia, plus zieleń, plus góry sprawiają, że jest to malowniczo położone miasto. 
Kolejnym etapem naszej wycieczki było ZOO. Oglądanie zwierzaków jednak zaabsorbowało nas mniej tym razem, gdyż naszym głównym celem było Sheikh Zayed Desert Learning Centre. 


O, teraz juz wiem, czemu flamingi sa rozowe. To przez rodzaj jedzenia, jakie spozywaja, a zywia sie w duzej mierze rowniez krewetkami. Uuuu, co za frykasy!



Po ZOO obwiozla nas kolejka.



W edytorze dorobilam Laruni kompanow podrozy kolejka. Wyszla calkiem wesola ekipa.



To właśnie tam możemy się dowiedzieć wszystkiego na temat emirackiej fauny i flory, a także tego, jak żyli Emiratczycy kilka pokoleń wstecz. 


Ahlan wa sahlan, witamy.



Muzeum dzieli się na następujące działy:

- Abu Dhabi's Desert Over Time, gdzie wystawa sięga czasów prehistorycznych i dotyczy głównie zagadnień archeologicznych. Muzeum jest interaktywne i w tej jego części możemy pobawić się w archeologów na komputerowych "wykopaliskach".  To bardzo zainteresowało moją dziewięciolatkę.









- Sheikh Zayed Tribute Hall, gdzie dzięki wystawie zatytułowanej "Following Zayed's Steps" możemy się wiele dowiedzieć na temat życia założyciela Emiratów, począwszy od jego dzieciństwa.


Emiratczycy kochają Zayeda i nazywają go Ojcem Narodu. Poznając jego biografię możemy sami ocenić, jakim był człowiekiem. Ja ujrzałam przywódcę dobrodusznego i ambitnego, wizjonera przyszłości. 



Ciekawe, czy wiecie czyj to portret.


Cytat, który najbardziej mi się spodobał spośród wypowiedzi Szejka Zayeda to:

On land and in the sea, our fore-fathers lived and survived in this environment. They were able to do so because they recognised the need to conserve it, to take from it only what they needed to live, and to preserve it for succeeding generations.


Co, w moim wolnym tłumaczeniu, oznacza:

Na lądzie i morzu, nasi przodkowie żyli i przetrwali w tym środowisku. Udało się to dzięki temu, że dostrzegli oni potrzebę oszczędzania go, wzięcia z niego tylko tyle, co niezbędne do przeżycia i zachowania go dla kolejnych pokoleń.


Z powyższych słów płynie ogromna mądrość. Nie bez przyczyny Szejka Zayeda uznano i nazwano The Wise Man of Arabs, czyli arabskim mędrcem.

- Abu Dhabi's Living World. Dowiedziałam się, że w 1983 roku w ZEA zakazano polowań przy użyciu broni palnej. Uznaje się, że Emiraty są jedynym krajem, który zdołał uchronić oryksa arabskiego przed wyginięciem. Udało się to dzięki zgromadzeniu przedstawicieli tego gatunku z różnych krajów i umieszczeniu ich pod ochroną w prywatnym rezerwacie w Emiratach.
W alaińskim ZOO mieliśmy okazję przyjrzeć się żyjącym tam oryksom. 















Skoczek pustynny.



W miarę upływu najgorętszych miesięcy skoczki pustynne stają się aktywne w nocy, gdy powietrze jest chłodniejsze. Wyposażone w mocne tylne nogi i długi ogon, potrafią skakać na duże odległości w poszukiwaniu smacznych nasion i pędów.



Zaciekawiony lis i przestraszona Lara.



Chyba tylko udawala, ze sie boi...



Tego smoka po prawej to nie chcialabym spotkac...!



- Looking To The Future. Czyli wystawa traktująca o tym, jak to Emiraty krajem przyszłości się stały - nowoczesność, zaawansowana technologia i wizje futurystyczne, które okazały się nie tylko mrzonkami.

- People of the Desert. Tutaj dowiemy się jak mieszkali, czym się zajmowali oraz z czego żyli Emiratczycy dawniej. 













Każdy z nas miał okazję dowiedzieć się czegoś interesującego. Mnie zaciekawiły rodzaje śladów pozostawionych przez różne gatunki zwierząt na pustyni. Obejrzałam je wszystkie bardzo dokładnie przez udostępnioną dla zwiedzających specjalną lupę i teraz już wiem, jakie ślady powinny wzbudzić mój niepokój, jeśli je gdzieś przypadkiem ujrzę i zaalarmować, że w pobliżu może się znajdować jakiś znienawidzony przeze mnie GAD! 🦎🐍 Brrrr!🤢

El mohem, najważniejsze, że miło spędziliśmy czas, a przy okazji jest z tego jakiś pożytek, w postaci nowo zdobytej wiedzy. Lara z zapałem wykonała swoją pracę domową i nie, nie! Już nie twierdzi, że temat pustyni jest nudny.
1:0 dla mnie! 🙋‍♀️

Po wycieczce mąż zapytał, czy udało mi się zrobić takie zdjęcia, o jakie mi chodziło. Wiedział, że zależało mi na ciekawych ujęciach. 
Moje oczekiwania: zapuszczam się w głąb pustyni, daję sobie czas, by znaleźć idealne miejsce na sesję fotograficzną, robię zdjęcia nieśpiesznie, uchwycam odpowiednie światło i momenty. Na ujęciach marzy mi się rozwiana przez pustynny wiatr chusta, ślady stóp na wydmach i koniecznie zachód słońca. 
Rzeczywistość? Fotki robione w biegu, na szybko łapane chwile. Bo przecież nie chcę, by rodzina na wycieczce poświęciła cały swój czas na czekanie, aż ziszczę swoje artystyczne wizje. I tak cierpliwie znoszą moje latanie z aparatem otwartym w telefonie i dziwne prośby, typu: "Zatrzymaj się tu i teraz!", bo akurat mi mignął wielbłąd przez okno... Po paru minutach znowu: "Możemy na chwilę stanąć?". Do tego oczywiście oczy kota ze "Szreka".
Mówię więc mężowi, że następnym razem muszę się sama wybrać na pustynię i przedstawiam mu sytuację.
Ale on nie słyszy już nic ponad to, że BĘDĘ SAMA NA PUSTYNI. On w wyobrazni juz mnie tam widzi.
I kwituje: "Wyciągnę ci akumulator z samochodu."

Ach. Zniewolona ja.
(Ach, jak mi dobrze z tym.) 





piątek, 4 września 2020

Wieża Babel

Gdy, lata temu, jeszcze na początku naszego małżeństwa, przyjechała do nas w odwiedziny Egipska Babcia, miałam od razu zafundowany przyspieszony kurs języka arabskiego.


Przymusowy, bo Babcia nie pytała - rozumiesz czy nie rozumiesz? 🥴


Babcia po prostu gadała.


Chęci porozumienia miała ogromne i starała się, jak mogła. Gdy na tysiąc arabskich słów trafiło się jedno, które znała po angielsku, nie omieszkała go użyć, by ułatwić nam komunikację.
Wystawiała wtedy dwa palce✌ i mówiła: "two ghazar". Czyli dwie marchewki 🥕🥕 (angielskie "two" i arabskie "ghazar").
Brzmiało to [togazar], a Babcia miała na myśli po prostu "razem", czyli angielskie "together".
Babcia z wyrazów obcych znała jeszcze francuskie "merci".
Dziś, gdy już sama potrafię się posługiwać językiem arabskim, w dużej mierze dzięki teściowej ❤, ona w rozmowie ze mną nadal stosuje znane sobie makaronizmy, wierząc w ich skuteczność. ☺❤
No i tak fajnie do dzisiaj się togazar dogadujemy. 🥰





Z kolei Moja Mama, która od dłuższego czasu jest u nas, mówi dziś do Mojego Męża tak:
- Zobacz, kaputt!
Mój Mąż z języka niemieckiego zna jedynie slogan reklamowy "Volkswagen. Das Auto.", zapytałam więc Moją Mamę, dlaczego w naszym domu rozmawia po niemiecku. Mamy odpowiedź była rozbrajająco szczera:
- Bo nie znam innego języka. 😁

Czy dzięki obecności Mojej Mamy, mąż polepszy swoją znajomość języka polskiego? Z każdym kolejnym wypowiedzianym przez nią "ich", "was", "wo", czy "danke" widzę, jak maleją na to szanse.



No dobrze, khalas und Gute Nacht, for all of you togazar. 🥕🥕


Bo marchewki są zdrowe. ✌🥕🥕😁

piątek, 10 maja 2019

Ramadanowy pamiętnik


Salam alejkum!
Czy zechcecie i w tym roku towarzyszyć mi na blogu podczas ramadanu? ⭐🌙🌙🌙⭐ 
Z całego serca liczę, że tak będzie. 😊❤


Pierwsze przygotowania do ramadanu, poczyniłyśmy z Larunią jeszcze wczesną wiosną. Wspaniała pogoda zachęciła nas, by zrobić sobie piknik o ramadanowej tematyce. Koc, termos z herbatą, trochę słodkich przekąsek i materiały niezbędne nam do pracy - nie potrzebujemy wiele, by świetnie spędzić ze sobą czas i kreować cudne wspomnienia!
Park koło meczetu okazał się idealnym miejscem dla naszych planów.

W ramadanie z pewnością przydadzą się nam zakładki do książek, gdyż mamy parę pozycji na liście do przeczytania.


Sielsko.


Zakładki się tworzą.


I gotowe.


Dla mamy na pamiątkę. <3


Ramadanowy program w skrócie: obudź się, zjedz suhur, pomódl się, czytaj Koran, odpocznij, pomagaj, ucz się, rób duaa, noc przeznaczenia, daktyle, iftar, tarałih, śpij, dziel się, zakah, Eid.


Coś do poczytania oraz mandale do kolorowania.


Skorzystałam, że jeszcze mogłam przy czytaniu napić się kawy.


Mam swojego szejka. 😉😁 


Park.


Nasze "obozowisko".


Bardzo relaksujący widok w naszym parku.
   
W ciągu roku mamy 11 zwyczajnych miesięcy, które mijają jak szalone. Wypełnione są one codzienną bieganiną - nauką, pracą, różnego rodzaju obowiązkami, problemami i przeciwnościami losu - można wyliczać.

Czasem ktoś nas rozzłości lub powie coś przykrego, ale ile to razy my nadepniemy komuś na odcisk lub palniemy jakąś głupotę?
Do tego dochodzą jeszcze porażki i rozczarowania w różnych dziedzinach życia.

Narasta stres i zmęczenie, niezadowolenie z siebie lub własnego życia. Cierpi nasza psyche, ale i soma, bowiem w zdrowym ciele, zdrowy duch i na odwrót.




Zajrzyjcie na stronę Islam Bez Tajemnic, jest bardzo ciekawa.




Wtedy, w trakcie tej szalonej gonitwy, nadchodzi, możnaby rzec na ratunek, miesiąc ramadan.
U mnie jego nadejście wygląda zazwyczaj tak: głęboki wdech, potem wydech, zamykam oczy, liczę do 10, poprawiam koronę i

Z  W  A  L  N  I  A  M


Włączam restart.
Traktuję bowiem ten błogosławiony miesiąc jako szansę odnowy duchowej i cielesnej.



Park przy meczecie.


Z ramadanu można czerpać błogosławieństwa garściami.
Jeśli pościsz z intencją zadowolenia Twojego Stwórcy, to już w samym momencie, gdy weźmiesz pierwszy łyk wody po zakończeniu postu, poczujesz zadowolenie.
Dołóż do tego dobre uczynki. Niech to będzie nawet przygotowany przez Ciebie posiłek dla rodziny. Duaa za inną osobę. Dobre słowo. Uśmiech. Okazanie cierpliwości. To wprawdzie drobne gesty, lecz mają one ogromne znaczenie i ulepszają one nasz charakter.




Kocham islam.
  

Ramadan to 29 lub 30 dni, w ciągu których mamy ogromną szansę zbliżyć się do Boga.
Fakt, iż powstrzymujemy się w tym okresie w ciągu dnia od jedzenia i picia, pozwala nam wczuć się w sytuację osób, które na co dzień borykają się z głodem i brakiem dostępu do wody pitnej.
Nasza sfera duchowa zyskuje poprzez wzmożone modlitwy i suplikacje do Boga oraz działania charytatywne, które w czasie ramadanu stają się intensywniejsze. Umacnia się poczucie braterstwa w społeczności muzułmańskiej (ummah).


Mój post dzień po dniu:

Na dzień przed ramadanem byłam bardzo zajęta.


Laruni pokój w ramadanowej odsłonie.


Żeby w pełni poczuć świąteczną atmosferę, lubię mieć zrobione w domu porządki i dekoracje - na przykład latarenki, światełka, różne zawieszki na drzwi i okna, a z Egiptu przywiozłam sobie obrus z wzorami typowymi na ramadan, który ozdobił nasz stół kuchenny.



Tak teraz wyglądają okna w naszej kuchni.

Kuchnia w ramadanowe noce zyskała nowy klimat.


Księżycowe światełka.


Każdy z domowników miał swój udział w przygotowaniach. Nasz dom wypełnił się zachwytami i wzdychaniami Lulu, która była bardzo podekscytowana całą tą świąteczną krzątaniną.


صورة ذات صلة


Zanim zacznie się ramadan, ważne jest też, by pamiętać o rodzinie i znajomych i złożyć im życzenia błogosławionego postu. Wieczorem nasze telefony się rozszalały, bo i o nas pamiętano, masha Allah.❤



Pierwszy suhur w tym roku.

Pierwszy suhur tego ramadanu zjedliśmy niestety bez naszej małej muzułmaneczki, bo nie udało mi się jej dobudzić (godzina 3:30 nad ranem). Była ona tym faktem bardzo zawiedziona.


Moje nocne wyczyny kulinarne.

I oto, co z tego wynikło. Proste i przepyszne! Do jedzenia z arabskim chlebem.


Decyzję, czy i kiedy Lara zacznie pościć, pozostawiliśmy jej samej, a wszelkie, nawet te nieporadne starania, jakie ona podejmuje, są dla nas powodem do radości i wzruszenia.




صورة ذات صلة
Odliczanie czas start!



Dzień 1:

Córcia po powrocie ze szkoły oznajmiła, że oprócz zjedzonego hamburgera oraz wypitego kefiru i wody, trzymała post. No, powiedzmy, że to taki "niby post". 😃❤



Czekoladowy kalendarz na ramadan.


30 dni i 30 słodkich niespodzianek.



Z jej opowiadań wynika, że w szkole  ramadan wywołał wielkie poruszenie.
Drugoklasistki bardzo się wspierały, by wytrwać bez jedzenia, ale coraz to któraś  poległa i spałaszowała swoje śniadanie.
Głównym tematem ich rozmów  było też, kto umył zęby przed wyjściem do szkoły, niektóre z nich bowiem uważają, że ich mycie w czasie postu go unieważnia (według części uczonych można, byle nie połknąć pasty lub wody).
Natomiast pani od angielskiego podobno umierała z głodu. 😃😂
Jak widać, nadejście ramadanu dostarczyło dziewczynkom wielu emocji.




Tego dnia czekała nas też wyprawa do Al Ain, bowiem tradycją jest, że początek ramadanu spędzamy u starszego kuzyna męża.
Dzień spędzony w Dubaju w pracy, powrót do domu i kolejny wyjazd do Al Ain, szczególnie poszcząc, był dla męża bardzo męczący, jednak poczucie obowiązku wobec rodziny, wzięło górę.

Żona kuzyna od ponad 30 lat uczy prywatnie w Emiratach, między innymi jest ona blisko związana z rodziną Al Nahyan, z której wywodził się szejk Zayed, założyciel ZEA.
Co roku są oni bardzo szczodrzy wobec swoich pracowników w czasie ramadanu i zapewniają im zapas żywności długoterminowej, wystarczający na wiele miesięcy.
Z kolei żona kuzyna też lubi się dzielić i nie pozwala nam nigdy wyjść od nich z pustymi rękami. Nie znosząc sprzeciwu, podzieliła się ze mną otrzymaną wcześniej  mąką i ryżem, chciała jeszcze dołożyć cukier, ale argumet, że go ograniczamy, podziałał.  Przez następne pół roku na mojej liście zakupów nie pojawi się ani ryż, ani mąka, no i mam już z czego upiec ciastka eidowe. 😊
Aha, dodam jeszcze, że  ciastka na Eid, które będę piekła, trafią też do rodziny z Al Ain, czyli sprawdza się stare powiedzenie, że dobro wraca.



Tak wyglądają ramadanowe zakupy. :D


W drodze powrotnej do domu, wstąpiliśmy do Carrefoura. Przed ramadanem omijaliśmy go szerokim łukiem, bowiem jest to najgorszy okres na robienie zakupów, chyba, że ktoś lubi stanie w niekończących się kolejkach, podczas gdy wokół panuje klimat nadchodzącej klęski żywiołowej i wielkiego głodu. 😃 Ale co się dziwić - rodziny emirackie są zazwyczaj bardzo liczne i wielopokoleniowe, w dodatku mają w zwyczaju zapraszać krewnych na iftary, więc odpowiednie zapasy trzeba zrobić.

Za to pierwszego dnia ramadanu udało się nam już kupić, co trzeba, na spokojnie.

 



W domu zawitaliśmy z wyczerpanymi bateriami. Pierwsze dni postu są dość trudne, bo trzeba się przestawić na inny rytm, ale jak już przywykniemy do nowego rozkładu dnia, będzie szło, jak po maśle i nawet się nie obejrzymy, a będę Wam opisywać ostatni ramadanowy dzień...

Dzień 2:

Drugi dzień minął spokojnie, a nawet można powiedzieć, że  leniwie.
Lara, łącząc przyjemne z pożytecznym, oglądała historie proroków,  przedstawione w formie kreskówek.
Mąż pomagał mi w kuchni przygotować iftar, trochę odpoczywaliśmy, słuchaliśmy recytacji Koranu, modliliśmy się.





Po posiłku mąż poszedł na modlitwę tarałih, mnie niestety ominęło, bo o tej porze, ze względu na szkołę, Lara już śpi, ale w weekend też będziemy razem chodziły do meczetu, in shaa Allah.




Na długie ramadanowe wieczory, przyda się latarka do zabawy. :)


Córka, zdeterminowana, by nie przegapić kolejnego suhur, zdołała sama się obudzić na czas. Masha Allah, panująca atmosfera niczym z 1001 nocy, bardzo ją zachęca do praktyk religijnych. Moje matczyne serce bardzo się z tego powodu raduje. Zawsze się modlę, żeby Bóg prowadził ją drogą prostą. Duaa, robione przez rodzica w intencji dziecka, ma ogromną siłę.
Chciałabym przy okazji o czymś wspomniec. Czasem zdarza się w złości powiedzieć słowa, których nie daj Boże możemy pożałować, bowiem Allah wysłuchuje wszystkich próśb wypowiadanych przez matki i ojców odnośnie dzieci.

"Trzy błagania nie zostaną odrzucone przez Allaha, błagania rodziców dla swojego dziecka, błagania tego, który pości i błagania podróżnego." [al-Bayhaqi, at-Tirmidhi - Sahih]


Bądźmy więc czujni, jakie słowa padają z naszych ust, gdy dzieci testują naszą cierpliwość. Niech będą to prośby o prowadzenie ich przez Allaha w dobrym kierunku, rozwiązanie problemów oraz inne błogosławieństwa.



Lekcje w ramadanie też trzeba odrobić. :)


Po modlitwie fajr, Lara wraca do spania i wstaje pół godziny przed przyjazdem szkolnego autobusu. W ten sposób udaje się nam połączyć celebrowanie ramadanu z obowiązkami szkolnymi. Lekcje są skrócone o półtorej godziny, co jest dodatkowym udogodnieniem.



Dzień 3:

Trzeciego dnia w ogóle nie odczułam trudności związanych z postem. W kuchni spędziłam tylko tyle czasu, ile trzeba, by podgrzać jedzenie z poprzedniego dnia. Pięć minut.
Miałam ugotowaną zupę z soczewicy i tajską zupę curry z mlekiem kokosowym. Mąż dzień wcześniej wyczarował egipski gulasz z ciasta filo, do tego była woda, daktyle i tyle. W zupełności wystarczy na iftar.
Suhur również był lekki, zjedliśmy owsiankę z miodem, orzechami i suszonymi owocami oraz mango, bo akurat trwa na nie sezon.