Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje podroze dalekie i bliskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje podroze dalekie i bliskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2020

Historia pewnego zadania domowego...

Parę dni temu,  Lara wróciwszy ze szkoły oznajmiła, że jej zadaniem domowym jest wypracowanie na temat pustyni.


Poczytajcie, jak potoczyły się losy owego zadania domowego i dokąd nas ono zaprowadziło.


Katia, kolezanka z klasy, napisala wypracowanie o wielbladzie o imieniu Amir.
Katia, kolezanka z klasy, napisala wyracowanie o wielbladzie o imieniu Amir. Amir w jezyku arabskim znaczy ksiaze.




Stwierdzenie, że na pustyni jest dużo piasku, chyba nie wystarczy, a nasza biblioteka publiczna wciąż pozostaje zamknięta. W domowych zbiorach informacje na tematy pustynne też  okazały się raczej skąpe.

Przeszukałyśmy Internet. Lara czyta, co w powyższym temacie ma do zaoferowania Wikipedia:

"Ar-Rab al-Chali[1], (arab. الربع الخالي, Ar-Rab‛ al-Khālī) – pustynia piaszczysta w południowej części Półwyspu Arabskiego na terytorium południowo-wschodniej Arabii Saudyjskiej oraz częściowo na terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Jemenu i Omanu."


I tak dalej, i tak dalej.

Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem czuję, jak jej głos staje się coraz bardziej monotonny i znudzony i w tym momencie wiem, że niewiele z tych informacji pozostanie w jej głowie. 

Jednak mama, to taki drugi Pomysłowy Dobromir. Nad głową zapaliła mi się lampka i już wiedziałam, jak ugryziemy ten temat, by już na zawsze pozostał w pamięci Lary. Bo przecież najlepsza nauka jest poprzez zabawę! Gdy dziecko samo coś odkryje, zobaczy, dotknie i poczuje, a pustyni akurat w naszej okolicy jest pod dostatkiem. 



Misie w teczke i w droge!


W ten właśnie sposób, w weekend, zabraliśmy misia w teczkę i pojechaliśmy na wycieczkę. Za cel wybraliśmy Al Ain. Aby się tam dostać, zazwyczaj jeździmy główną autostradą Al Ain Road. Wiedzie ona przez mniejsze miejscowości, zawsze jest gdzie stanąć, by kupić coś do jedzenia lub zatankować, a dozwolona prędkość maksymalna to aż 160km/h. Jest to ruchliwa droga.
Ale my zdecydowaliśmy się na wojaże mniej uczęszczaną Al Taf Road, potocznie zwaną Al Ain Truck Road. Jadąc tą autostradą, można naprawdę pomyśleć, że dojechało się na koniec świata. Jest dreszczyk emocji. Na lewo - pustynia, na prawo - pustynia, a na horyzoncie...pustynia. 🤷‍♀️ 


Pusty kwartal, pustynia Rub al Khali.


Z rzadka inny samochód pojawi się na drodze i zazwyczaj jest to jakaś ciężarówka. Dostrzegłam tylko jedną stację benzynową, nieczynną. Na szczęście, my zadbaliśmy o pełen bak przed wyjazdem, bo kto wyrusza w podróż drogą Al Taf musi się odpowiednio przygotować:

- konieczny jest zapas benzyny

- zapas wody

- i sprawny, godny zaufania samochód.




Przed taka wyprawa koniecznie trzeba zadbac o wikt.



W nocy tym bardziej może być to opustoszała autostrada i w razie potrzeby, może zabraknąć drugiego człowieka do pomocy, więc zasada jest taka, że nie jeździ się nią samemu. Najlepiej wybrać się ekipą co najmniej dwoma samochodami.












Przemierzając Al Taf Road, można poczuć dawnego ducha Emiratów. Nie ma tam eleganckich centrów handlowych i drapaczy chmur, za to co kawałek można dojrzeć rozbite na pustyni namioty beduińskie i pasące się stada wielbłądów (za daleko od drogi, bym mogła uchwycić je wyraźnie na zdjęciu, niestety). Zapach w pobliżu farm wielbłądów jest też odpowiedni do widoków - chyba każdy wie, jak waniają zwierzęce odchody? 😂🙈💩






Na Zachodzie bez zmian...









Kotwice w piasku. Systemy korzeniowe roślin pustynnych wiążą piasek w bardziej stabilne środowisko. Te sieci korzeni nazywane są nebkha. Zwierzęta kopią swoje nory w nebkha, aby nie zostały zdmuchnięte z wiatrem i przesuwającym się piaskiem.



Krajobraz sie zmienial. To caly czas pustynia, jednak w miare zblizania sie do Al ain, widac jak zmienia sie kolorystyka, rodzaj podloza oraz roslinnosc.












Krajobraz w czasie jazdy był zmienny. Na początku drogi, która zaczyna się w Al Sharia, pustynia była szara i skamieniała, lecz im bliżej Al Ain, tym bardziej czerwony wydawał się kolor piasku na wydmach. To właśnie wydmy są najpiękniejsze, szczególnie jeśli piasek na nich zostanie pofalowany przez wiatr. Widok wydm ciągnących się aż po horyzont, zmusza do refleksji filozoficznych; automatycznie pojawia się pytanie - ile maleńkich ziarenek piasku składa się na pustynię? A przecież to, co ujrzeliśmy, to tylko jej mały skrawek, bez bogactwa Arabii Saudyjskiej, Jordanii czy Omanu. Oto, jak marny jest człowiek wobec potęgi natury. 





Wjeżdżających do Al Ain wita zieleń palm i trawników oraz widok na góry, z ich najwyższym szczytem Jebel Hafeet. Pustynia, plus zieleń, plus góry sprawiają, że jest to malowniczo położone miasto. 
Kolejnym etapem naszej wycieczki było ZOO. Oglądanie zwierzaków jednak zaabsorbowało nas mniej tym razem, gdyż naszym głównym celem było Sheikh Zayed Desert Learning Centre. 


O, teraz juz wiem, czemu flamingi sa rozowe. To przez rodzaj jedzenia, jakie spozywaja, a zywia sie w duzej mierze rowniez krewetkami. Uuuu, co za frykasy!



Po ZOO obwiozla nas kolejka.



W edytorze dorobilam Laruni kompanow podrozy kolejka. Wyszla calkiem wesola ekipa.



To właśnie tam możemy się dowiedzieć wszystkiego na temat emirackiej fauny i flory, a także tego, jak żyli Emiratczycy kilka pokoleń wstecz. 


Ahlan wa sahlan, witamy.



Muzeum dzieli się na następujące działy:

- Abu Dhabi's Desert Over Time, gdzie wystawa sięga czasów prehistorycznych i dotyczy głównie zagadnień archeologicznych. Muzeum jest interaktywne i w tej jego części możemy pobawić się w archeologów na komputerowych "wykopaliskach".  To bardzo zainteresowało moją dziewięciolatkę.









- Sheikh Zayed Tribute Hall, gdzie dzięki wystawie zatytułowanej "Following Zayed's Steps" możemy się wiele dowiedzieć na temat życia założyciela Emiratów, począwszy od jego dzieciństwa.


Emiratczycy kochają Zayeda i nazywają go Ojcem Narodu. Poznając jego biografię możemy sami ocenić, jakim był człowiekiem. Ja ujrzałam przywódcę dobrodusznego i ambitnego, wizjonera przyszłości. 



Ciekawe, czy wiecie czyj to portret.


Cytat, który najbardziej mi się spodobał spośród wypowiedzi Szejka Zayeda to:

On land and in the sea, our fore-fathers lived and survived in this environment. They were able to do so because they recognised the need to conserve it, to take from it only what they needed to live, and to preserve it for succeeding generations.


Co, w moim wolnym tłumaczeniu, oznacza:

Na lądzie i morzu, nasi przodkowie żyli i przetrwali w tym środowisku. Udało się to dzięki temu, że dostrzegli oni potrzebę oszczędzania go, wzięcia z niego tylko tyle, co niezbędne do przeżycia i zachowania go dla kolejnych pokoleń.


Z powyższych słów płynie ogromna mądrość. Nie bez przyczyny Szejka Zayeda uznano i nazwano The Wise Man of Arabs, czyli arabskim mędrcem.

- Abu Dhabi's Living World. Dowiedziałam się, że w 1983 roku w ZEA zakazano polowań przy użyciu broni palnej. Uznaje się, że Emiraty są jedynym krajem, który zdołał uchronić oryksa arabskiego przed wyginięciem. Udało się to dzięki zgromadzeniu przedstawicieli tego gatunku z różnych krajów i umieszczeniu ich pod ochroną w prywatnym rezerwacie w Emiratach.
W alaińskim ZOO mieliśmy okazję przyjrzeć się żyjącym tam oryksom. 















Skoczek pustynny.



W miarę upływu najgorętszych miesięcy skoczki pustynne stają się aktywne w nocy, gdy powietrze jest chłodniejsze. Wyposażone w mocne tylne nogi i długi ogon, potrafią skakać na duże odległości w poszukiwaniu smacznych nasion i pędów.



Zaciekawiony lis i przestraszona Lara.



Chyba tylko udawala, ze sie boi...



Tego smoka po prawej to nie chcialabym spotkac...!



- Looking To The Future. Czyli wystawa traktująca o tym, jak to Emiraty krajem przyszłości się stały - nowoczesność, zaawansowana technologia i wizje futurystyczne, które okazały się nie tylko mrzonkami.

- People of the Desert. Tutaj dowiemy się jak mieszkali, czym się zajmowali oraz z czego żyli Emiratczycy dawniej. 













Każdy z nas miał okazję dowiedzieć się czegoś interesującego. Mnie zaciekawiły rodzaje śladów pozostawionych przez różne gatunki zwierząt na pustyni. Obejrzałam je wszystkie bardzo dokładnie przez udostępnioną dla zwiedzających specjalną lupę i teraz już wiem, jakie ślady powinny wzbudzić mój niepokój, jeśli je gdzieś przypadkiem ujrzę i zaalarmować, że w pobliżu może się znajdować jakiś znienawidzony przeze mnie GAD! 🦎🐍 Brrrr!🤢

El mohem, najważniejsze, że miło spędziliśmy czas, a przy okazji jest z tego jakiś pożytek, w postaci nowo zdobytej wiedzy. Lara z zapałem wykonała swoją pracę domową i nie, nie! Już nie twierdzi, że temat pustyni jest nudny.
1:0 dla mnie! 🙋‍♀️

Po wycieczce mąż zapytał, czy udało mi się zrobić takie zdjęcia, o jakie mi chodziło. Wiedział, że zależało mi na ciekawych ujęciach. 
Moje oczekiwania: zapuszczam się w głąb pustyni, daję sobie czas, by znaleźć idealne miejsce na sesję fotograficzną, robię zdjęcia nieśpiesznie, uchwycam odpowiednie światło i momenty. Na ujęciach marzy mi się rozwiana przez pustynny wiatr chusta, ślady stóp na wydmach i koniecznie zachód słońca. 
Rzeczywistość? Fotki robione w biegu, na szybko łapane chwile. Bo przecież nie chcę, by rodzina na wycieczce poświęciła cały swój czas na czekanie, aż ziszczę swoje artystyczne wizje. I tak cierpliwie znoszą moje latanie z aparatem otwartym w telefonie i dziwne prośby, typu: "Zatrzymaj się tu i teraz!", bo akurat mi mignął wielbłąd przez okno... Po paru minutach znowu: "Możemy na chwilę stanąć?". Do tego oczywiście oczy kota ze "Szreka".
Mówię więc mężowi, że następnym razem muszę się sama wybrać na pustynię i przedstawiam mu sytuację.
Ale on nie słyszy już nic ponad to, że BĘDĘ SAMA NA PUSTYNI. On w wyobrazni juz mnie tam widzi.
I kwituje: "Wyciągnę ci akumulator z samochodu."

Ach. Zniewolona ja.
(Ach, jak mi dobrze z tym.) 





poniedziałek, 5 października 2020

Głos ulicy


Czy zauważyliście, że każde miasto ma inne, specyficzne brzmienie? Zamykam oczy. Słyszę szczekanie psów z okolicznych domów jednorodzinnych. Autobus komunikacji miejskiej przejeżdża, rozbryzgując kałuże. Poza tym "słychać" tylko ciszę. Wyobraźnią jestem w moim rodzinnym mieście. 

Ponownie zamykam oczy. Jest głośno. Samochody trąbią raz po raz, uliczny sprzedawca nawołuje, by kupić od niego świeże arbuzy. Nagle, ze wszystkich okolicznych meczetów na raz, rozbrzmiewa azan. W tym samym czasie słychać bicie dzwonów kościelnych. To Kair. 

Stamtąd wyobraźnia przenosi mnie do Aleksandrii. Słyszę szum morza. Słyszę śpiew Umm Kalthum. Dochodzi do mnie zapach dopiero co zaparzonej kawy z kardamonem i sziszy, a wraz z nim ożywione pokrzyki - w ulicznej kawiarni, grupa młodych mężczyzn zebrała się, by obejrzeć mecz piłki nożnej. 

Berlin. Gdybym właśnie tam teraz była, słyszałabym rozmowy i śmiechy, dochodzące z kawiarnianych ogródków. Mieszankę języków. Dzwonki od rowerów. Odgłos metra. Czasem ostre syreny radiowozu, oznaczonego napisem "Polizei". 

Z kolei, będąc w centrum Abu Zabi, stanęłam blisko skrzyżowania dwóch ulic, by posłuchać głosu tegoż miasta. Akurat rozbrzmiało wołanie na modlitwę. Wyciągnęłam telefon i nagrałam, byście też mieli możliwość posłuchać. 

Afwan. 😎 Proszę. 



piątek, 24 maja 2019

Ramadanowy pamiętnik, kontynuacja


W trakcie ramadanu jestem bardzo wyczulona na nieubłaganie mijający czas. Mając doświadczenie z lat poprzednich wiem, jak szybko przeminie miesiąc postu, pozostawiając żal i niedosyt, jeśli nie przeżyło się go sumiennie i pełną piersią.
Jesteśmy teraz w drugiej połowie świętego miesiąca  i jeśli ktoś uzmysłowił sobie właśnie, że do tej pory siedzenie na kanapie przed telewizorem było wygodniejsze, niż na przykład pójście do meczetu na modlitwę tarałih, to przyznam, że faktycznie! Kanapy potrafią być bardzo wygodne, szczególnie, jeśli jesteśmy strudzeni postem, ale po pierwsze, od siedzenia na nich pośladki robią się płaskie, a po drugie, c'mon, czy nie szkoda tak marnować dane nam szanse?





Memento mori! Może jest to ostatni ramadan w naszym życiu, starajmy się więc dobrze go wykorzystać. Pomyślcie tylko o tym, że ramadan zaczął się szóstego maja, a muzułmanie, którzy zmarli piątego, czyli tylko dzień wcześniej,  nie zdążyli już go powitać...



Prorok Mohamed powiedział: Kiedy wierzący jest blisko śmierci, przychodzą do niego aniołowie miłosierdzia. Kiedy dusza zostanie zabrana z ziemi, aniołowie owijają ją w biały jedwab i unoszą ją do bramy Raju. Tam wszyscy mówią: "Nigdy nie czuliśmy zapachu słodszego, jak ten, jaki otacza tę duszę". Mówią też: "Pozwólcie mu odpocząć. On dopiero co przyszedł z Cierpiącego Świata".




Część z osób czytających ten post, będzie może zaskoczona, że we wpisie o obchodach ramadanu poruszam temat śmierci, w końcu to nie Wszystkich Świętych. Jednak w islamie o śmierci się nie zapomina. Myśl o niej ma nam towarzyszyć we wszystkich sytuacjach życiowych, a jednym z  najważniejszych powodów, dla których podejmujemy wyzwanie, jakie niesie ze sobą ramadan, jest nadzieja, że nasza dusza po śmierci zostanie zbawiona.



"Każda dusza zakosztuje śmierci i w Dniu Zmartwychwstania zostaną wam w pełni dane nagrody. A ten, kto zostanie odsunięty od ognia i wprowadzony do Ogrodu, ten osiągnął szczęście. Bo życie tego świata, to tylko złudne używanie." (Koran, 3:185)







W drodze do meczetu.


W jeden z ramadanowych weekendów, wybraliśmy się na nocną wyprawę do Abu Zabi. Jej celem było odwiedzenie meczetu Szejka Zayeda oraz odprawienie tam porannej modlitwy. 




Meczet Szejka Zayeda to wizytówka Abu Zabi.






Suhur zjedliśmy więc wcześniej, niż zazwyczaj i najedzeni wyruszyliśmy w drogę. Po modlitwie fadżr rozpoczyna się post i nie mielibyśmy już możliwości spożycia żadnego posiłku.
Jednak ze względu na ilość wypitej na suhur wody, pierwszym miejscem, które musieliśmy odwiedzić, była toaleta. 🙈





Trochę brokatu. 😍






Słynny meczet jest jednym z najpiękniejszych miejsc, w których miałam okazję się modlić  i oddawać zadumie. Jest on bardzo okazały, dzięki czemu można  odczuć podniosłą atmosferę, jaka w nim panuje. Dodatkowo, w porze nocnej nie ma w nim turystów i jest niemal pusty, co pogłębia uczucie majestatycznej specyfiki tego miejsca.




Meczet wygląda zjawiskowo również w nocy. 





Odbicie w wodzie. 



W meczetach kobiety i mężczyźni modlą się w osobnych salach, toteż rozdzieliliśmy się z mężem  i każdy poszedł w swoją stronę. 



Yalla, idziemy się modlić.  😃



Na miejscu oczywiście można dokonać ablucji, jeśli ktoś znajduje się w stanie nieczystości wedle wytycznych w islamie i po obmyciu się, udałyśmy się z córką do sali modlitewnej.




Toaleta w meczecie. 




Woda pitna.



Zdobienia na kafelkach. 




Lara niewyspana, ale bardzo szczęśliwa.



 










Zostało nam jeszcze trochę czasu, więc czytałyśmy Koran. W sali znajdowały się również inne kobiety, które także były zajęte studiowaniem Świętej Księgi.


Czekając na rozpoczęcie modlitwy. 



Mój kwiatuszek. ⚘🌷🥀




Modlitwa na takim dywanie to prawdziwa przyjemność. 




Koran. 




Księga, w której zawarta jest cała mądrość tego świata. 




Cudowna szata graficzna! ❤❤❤




Sura al fatiha, otwierająca. 








Woda.




Gdy rozpoczęła się modlitwa, wszystkie zebrałyśmy się w jednym rzędzie z przodu, stojąc ciasno jedna przy drugiej, tak by między nami nie było wolnej przestrzeni. Ma to na celu utworzenie bariery, przez którą szatan nie będzie miał sposobności się przedostać. 





Lata temu, podczas jednej z moich pierwszych wizyt w meczecie, nie wiedziałam za bardzo, jak się zachować i czułam się wyobcowana - ja, jedna konwertytka, która dopiero się uczy, wśród samych kobiet arabskich, które były doskonale zaznajomione z obowiązującymi zasadami. Jednak niepotrzebnie się martwiłam, bo kobiety zorientowały się w sytuacji i wzięły mnie pod swoje skrzydła, zaprosiły do wspólnej modlitwy i obdarowały życzliwymi uśmiechami. To było naprawdę dawno temu, ale wciąż pamiętam miłe uczucie przynależności do wspólnoty muzułmańskiej, jakie wtedy mnie ogarnęło.




Zdobienia na suficie.




Okno.



Z autopsji rozumiem więc, jak mogą się czuć osoby nawrócone na islam lub mające konwersję w planach, które nie mają wokół siebie wsparcia ummy. Znam różne historie, czasem mi o nich nawet piszecie i wiem, że nie jest łatwo stawiać pierwsze kroki w islamie, gdy wokół nic do tego nie zachęca. Tyle rzeczy jest do ogarnięcia samemu! Nauka języka arabskiego, recytacji sur, poznanie historii islamu i proroków i tak dalej. Islam to ogromna, przeogromna ilość wiedzy, którą trzeba zgłębić - zwróćmy uwagę, że w samym Koranie wierzący są określeni jako "poszukujący wiedzy". Moja rada jest taka, byście nie zniechęcali się. Nie musicie od razu wszystkiego wiedzieć, bo najważniejsze jest to, że wierzycie, macie intencje i się staracie. Małymi krokami do przodu, aż nabierzecie wprawy w praktykowaniu islamu. Sama przez to przechodziłam. Mimo, że uwierzyłam w przesłanie, jakie niesie ta religia i w pełni się z nim zgadzałam, przez dość długi okres po nawróceniu nie modliłam się, bo zwyczajnie nie umiałam i nie było obok mnie nikogo, kto by mnie tego nauczył. W tamtych czasach nie korzystałam też jeszcze z Internetu i dopiero wyjazd na stałe za granicę i obcowanie z muzułmanami w życiu codziennym, pozwoliło mi na udoskonalenie praktyk religijnych. Wcześniej, będąc jeszcze w liceum, szukałam wszelkich materiałów, które mogłyby pogłębić moją wiedzę o islamie i kulturze arabskiej i pamiętam, że każde rzeczowe opracowanie, tłumaczenie Koranu, podręcznik do nauki języka arabskiego, traktowałam jako cenne i ważne znalezisko. Nie byłam wtedy muzułmanką i nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogłabym nią być, na tym etapie była to dopiero fascynacja orientem, ale szacunek do rzetelnych źródeł wiedzy miałam już wpojony. 
Oczywiście, w moje ręce wpadły też historie typu "zakochałam się w pięknym Arabie, a on mnie wywiózł" (dokąd Arabowie wywożą swoje żony, już Wam kiedyś pisałam), a media zewsząd krzyczały mi w twarz ISLAM TO ZŁO. 

Mogłam oczywiście jak baran, który ślepo podąża za stadem, uznać, że to prawda, jednak nie jestem konformistką i choćbym miała pod górkę z własnymi przekonaniami, to i tak pozostanę im wierna. 
Doszło do dysonansu poznawczego. Propaganda antyislamska nijak się nie zgadzała z wiedzą i doświadczeniami, które zdobyłam. Dzięki logicznemu podejściu do tematu oraz poznanym naukowym i historycznym faktom, islam wydał mi się religią klarowną i o uniwersalnym przesłaniu, dającą mi wyczerpującą odpowiedź na wszelkie wątpliwości. 
Wierzę, że Allah miał Swój plan wobec mnie, któremu z pokorą się poddałam.










Po modlitwie nie śpieszyłyśmy się z naszym powrotem. Zostałyśmy jeszcze, by obserwować, jak zmienia się kolorystyka w meczecie podczas wschodu słońca. Mąż chyba ma mniej artystyczną duszę, bo czekając na nasz powrót, drzemał sobie w samochodzie na parkingu, mając w poważaniu wszelkie palety barw. 😃😃😃



Jasno...




Coraz jasniej...








Po takich przeżyciach z samego rana, aż się marzy kubek kawy, ale skoro trwa ramadan, na marzeniach i powrocie do domu się skończyło. 




O tej porze dnia, rzadko się zdarza, żebyśmy jechali z Abu Zabi w stronę domu, mąż rano jeździ w przeciwnym kierunku, do Dubaju, a Lulu do szkoły, dlatego oglądanie dobrze nam znanej trasy, w świetle dopiero co wzeszłego słońca, było czymś nowym.
To znaczy, jak już mówiłam, męża tego typu doznania w tej chwili nie interesowały, jego celem było jak najszybsze dostanie się do łóżka, ale był cierpliwy i zatrzymywał się po drodze na moją prośbę, żebym mogła zrobić zdjęcia. Czyli jeszcze znosi moje dziwactwa. 😃


  

Okazałe bugenwille.




Jednym z najbardziej popularnych krzewów na Bliskim Wschodzie jest bugenwilla. Rośliny te kwitną przez cały rok, są mało wymagające i mają  piękne, intensywne kolory.



Na jeden z iftarów zostaliśmy zaproszeni do mojej serdecznej koleżanki, Egipcjanki  D. Przyszła też A., Palestynka z Jordanii, ze swoją rodziną. Od lat trzymamy się razem, a nasze dzieci wspólnie dorastają. 

W ramadanie, gdy dostaje się zaproszenie na iftar, nie należy się zjawiać zbyt wcześnie, bo wiadomo, że gospodarze mają w tym czasie urwanie głowy w kuchni. Z kolei przychodzenie zbyt późno sprawi, że inni nie będą mogli rozpocząć jedzenia na czas, potrawy ostygną, gospodarzom przysporzy się stresu. Obowiązuje więc niepisana zasada, by pojawić się krótko przed azanem.  
D. przygotowała dla nas ucztę z pieczonym indykiem w roli głównej. Nie obyło się jednak bez katastrofy kuchennej - mamma mia, co robić, ryż jeszcze twardy! 
Goście czekają, azan już był, ryż twardy i twardy, gotuje się i gotuje i dalej twardy... 
Widząc, że dziewczyna zaczęła się stresować, rozlałyśmy z A. zupę do miseczek i podałyśmy, żeby zyskać na czasie.

Zupa zjedzona.

Ryż dalej twardy. 

Za to indyk upieczony, wjechał na stół. Teraz i on czekał na ryż... 😉😃

Za chwilę dziewczyny w konspiracji wołają mnie do kuchni -  ryż się w końcu tak gotował, że zrobiła się paćka. 
D. w desperacji chciała nastawić nowy, jednak poradziłysmy jej, że lepiej zjeść z chlebem, niż trzymać poszczących gości dalej głodnych. Ale przypadek uratował sytuację, sąsiadka przyniosła wcześniej talerz z jedzeniem, owinięty folią aluminiową. D. w końcu doznała olśnienia, by zajrzeć, co jest pod tą folią i cud tam był, kochani, talerz idealnego ryżu! 😃 Przez cały wieczór wypowiadałyśmy modlitwy za sąsiadkę, kobietę której nie znam, ale która nas wszystkich nakarmiła. 😂






Na deser dziewczyny zaszalały. Jedna zrobiła kunafę, a druga dwa rodzaje qatayef, z orzechami i ze śmietaną. Ja przygotowałam jabłecznik z niezawodnego przepisu mojej Mamy. ❤ D. mówiła mi potem, że całą rodziną walczyli, kto zje ostatni kawałek. 😃 

To był super wieczór, ale najbardziej zapamięta go Lara, bowiem D. namówiła mnie, żeby została u jej córki  na noc. Do tej pory zawsze odmawiałam, nie czułam, że jest ona na to gotowa (a ja tym bardziej 😂😛), ale tym razem nie mogłam córce odmówić przeżycia takiej fajnej przygody. I widząc, jaka jest szczęśliwa, cieszyłam się razem z nią. 


Dziewczynki robiły dokładnie to, o czym marzy każda ośmiolatka -  ubrały się w piżamy w takim samym kolorze, bawiły się laleczkami LOL (w tym pokoleniu Barbie jest chyba passé 🤷‍♀️), rozłożyły namiot, robiły sobie wymyślne fryzury, manicure i  makijaże (próba generalna przed Eid 😃). Yasmina nawet sama przygotowała dla Lary kolację. ❤ Mimo tylu ciekawych zajęć nie zapomniały też, by się pomodlić.




Piżamy w podobnym kolorze, takie same bransoletki i opaski na włosy, każda z naszyjnikiem - im więcej podobieństw, tym bardziej zadowolone.




Yasmina wspaniale ugościła Larę. 😍




Przyjaciółki.




Aniołki, masha Allah .❤




Prawie jak w Polsce na biwaku.


Wkrótce to my byliśmy zaszczyceni, mogąc gościć moje koleżanki z ich rodzinami u nas na iftarze. Niespodziewanie wynikło z tego coś bardzo pozytywnego. Mężowie, od słowa do słowa, zgadali się, że u nas po sąsiedzku jest mieszkanie do wynajęcia. Iftar przerodził się więc w zwiedzanie nieruchomości, na które poszliśmy całą grupą. Wszystkim zgodnie miejsce przypadło do gustu i tym sposobem D. spędza resztę ramadanu na pakowaniu kartonów, bo już niedługo będzie moją sąsiadeczką. Będziemy sobie in shaa Allah podsyłac talerze z ryżem. 😂😃❤




Iftar u nas.




A tak mniej więcej jadamy iftar,  gdy nie mamy gości. Czasem widzę gdzieś złośliwy komentarz, że muzułmanie w dzień poszczą,  a w nocy się przejadają.Tu na zdjęciu jest zupa, ciasto ze szpinakiem, maślanka z truskawkami i bananem, a na deser przecier z moreli. Sami oceńcie, czy to obżarstwo.




Lara też chce mieć swój wkład w przygotowywanie ramadanowych posiłków, zrobiła nawet dekoracje i zdjęcie. ❤😃



Kolejne spotkanie w ramadanowym duchu miało miejsce u A. Przygotowała ona dla nas musakhan i inne specjały kuchni palestyńskiej, która swoją drogą należy do moich ulubionych. Bardzo dobrze czuliśmy się u niej w domu, od gospodarzy biła serdeczność i gościnność. 




Dzieci grały w moją ulubioną grę z dzieciństwa, która całkowicie je pochłonęła, nie zapytały nawet, co będzie na deser. 😉


Najbliższe spotkanie będzie u mnie w domu, bo już się umowiłyśmy na wspólne pieczenie ciastek na Eid. Zakładam kółko gospodyń wiejskich. 😜 A. i D. poprosiły mnie, żebym nauczyła je piec kahk. Czy to nie brzmi zabawnie, że Polka będzie uczyć arabskie kobiety piec ich rodzime ciastka? 😃 Teraz dla równowagi muszę znaleźć Arabkę, która podszkoli mnie w robieniu pierogów! 






Przed ramadanem kupiłam dla Lary świąteczne czekoladki. Ja w dzieciństwie kochałam cukrowe Mikołaje, czekoladowe zające i jajka, właśnie za ich  specjalny wygląd (bo smakiem raczej nie zachwycały 😜😜😜). 







Jak pewnie zauważyliście, w tym wpisie zrezygnowałam z numerowania kolejnych dni i opisywania ich, jak to zrobiłam w pierwszej części "Ramadanowego pamiętnika", bo z czasem przestałam już kojarzyć, co konkretnie robiłam i którego dnia to było. Teraz czekają  mnie jeszcze intensywne dni, bo oprócz wspomnianego wcześniej wielkiego pieczenia ciastek, muszę zrobić iftar dla krewnych męża , wyprawić córce urodziny, przygotować prezenty na Eid, kupić sobie jakąś kieckę, jak tradycja nakazuje, a do tego nadchodzi 10 ostatnich nocy ramadanu, które są szczególnie ważne i będę starała się zintensyfikowac swoje praktyki religijne i wizyty w meczecie. 
Jak skończy się ramadan, wtedy będzie dobry moment, żeby zadać mi pytanie, które często słyszę - "czy nie tęsknię za polskimi świętami"? Ano, po 30 "wigiliach" pod rząd, jakoś naprawdę nie tęsknię! 😂

Na koniec, ja także mam pytanie do chrześcijan. Jak wygląda Wasz post przed Wielkanocą? Czy go praktykujecie? Czy zachowujecie post w piątki? 
Jako ciekawostkę Wam powiem, że koptowie, czyli chrześcijanie z Egiptu, podchodzą dosyć rygorystycznie do kwestii postu w ich religii. 😊