poniedziałek, 11 lipca 2016

Swieta, swieta...i po swietach - Eid al-Fitr 2016



Alez zlecialo! Pamietacia, jak jeszcze niedawno pisalam Wam o przygotowaniach do ramadanu? Bylo, minelo. Skonczyl sie post, skonczyly sie swieta. Zostaly tylko:

- piekne wspomnienia
- nadprogramowe kalorie do spalenia 

oraz

- ogromna nadzieja w sercu, ze za rok tez bedzie nam dane wspolnie przezywac podobne chwile, in shaa Allah.

Zanim jednak na dobre powrocimy do zwyczajnej codziennosci, podziele sie z Wami kilkoma radosnymi chwilami, ktore przezylismy w ten Eid. :) 

Zaczne moze od przygotowan. Te rozpoczelam bowiem wielkim pieczeniem, jak arabska tradycja nakazuje. Postanowilam podzielic sie wypiekami z sasiadami, znajomymi i rodzina, wiec okreslenie "wielkie" jak najbardziej tu pasuje: zuzylam 4kg maki na petit four, 2kg maki na ciasteczka ghorayebah oraz 6kg na maamoule. Dalam rade! :D Maz i corka pomagali - mezowskie silne rece przydatne byly szczegolnie przy wyrabianiu ciasta, Lala zas wykazala sie przy pudrowaniu maamouli. 


Chetnych do pracy nie brakowalo. :)

Ghorayebah, arabskie maslane ciasteczka.

Kahk/maamoule, wszyscy je uwielbiaja. Zrobilam z trzema roznymi nadzieniami: z daktylami i cynamonem, z rahatlukum oraz rahatlukum z orzechami wloskimi.

Egipskie ciasteczka petit four.

Szesc tac maamouli mi wyszlo.

Pierwsze przymiarki przed Eid.

Ja sie tak "wystroilam". ;) (Lustro w przymierzalni bylo pomazane troche.)

Jeszcze henna i gotowe.

Przez ten ciasteczkowy szal i porzadki opoznily sie jednak zakupy! Zrobilam je na wariackich papierach, dzien przed samym Eid. Mialam wrazenie, ze tego dnia wszyscy w centrum handlowym byli na tych samych papierach. :D ;) Tlumy ludzi, pospiech, sklepy otwarte wyjatkowo dluzej, slowem swiateczna goraczka. Jednak w calej tej bieganinie nie wolno zapomniec o najwazniejszym - zakat al-fitr, czyli o przekazaniu datku dla potrzebujacych.

Nadszedl ten wyczekiwany dzien. Krotko przed godzina 6. rano z meczetu uslyszelismy: "Allahu akbar, Allahu akbar, la ilaha ila Allah wa Allahu akbar, Allahu akbar wa lillahi alhamd." Rozpoczynala sie modlitwa eidowa.

Po modlitwie nadszedl dlugo wyczekiwany przeze mnie moment, pierwsza poranna kawa po miesiacu postu. Nie moglam sie wrecz nacieszyc jej aromatem. :) Back to my comfort zone. ;) 


 


Pod koniec ramadanu Larunia byla bardzo zawiedziona, ze zblizal sie on ku koncowi, musialam otrzec jej lzy, ktore splynely po niewinnej buzce. Spytalam, dlaczego nie chce, by ramadan sie konczyl, odpowiedz mnie bardzo wzruszyla - "bylo pieknie." Pocieszylam ja wtedy, ze Eid bedzie rownie piekny, z balonami, prezentami, dekoracjami. Eid to czas radosci. 


Gdzie te prezenty? Emocje siegaly zenitu. :)

Ok, Lulu, mozesz juz otworzyc oczy. :) 

 


 


 


 


 


 

Rozpakowywanie prezentow.

Lara ze swoja nowa lalka o imieniu Aminah.

Czekoladki w pieknym swiatecznym opakowaniu idealnie sie nadaly na drobny upominek. :)



Kartka z eidowymi zyczeniami dla meza na pamiatke.

Po rozpakowaniu prezentow wyruszylismy do Al Ain, by odwiedzic rodzine, a tam!? Znowu ciastka! Kawka, herbatka, ploteczki - panie o modzie, dzieciach; panowie o polityce i biznesach. Wszedzie na swiecie tak jest? Chyba. :) 


Eidowe ciastka pieczone przez Egipcjanke.

 



Z Al Ain wrocilismy dopiero na drugi dzien, po drodze jeszcze zahaczajac o Dubaj, gdzie zjedlismy nietypowa kolacje swiateczna - pierogi! <3 Maz sie poswiecil, rezygnujac z arabskich specjalow, a mi za to uszy sie trzesly! <3 <3 <3 


Zachod slonca w Dubaju.

Mam nowy ulubiony sklep w Dubaju. <3

 


Po dwoch dniach nieobecnosci, powrot do domu byl bardzo przyjemny. Do swojego kubka z herbata i wydeptanych kapci - nie ma drugiego takiego miejsca na calym swiecie...Trzeciego dnia swiat wybor byl wiec prosty, zostajemy w domu, leniuchujac. 


Jesli zas komus bylo malo swietowania, to jeszcze byl weekend. :D Wybralismy sie na karuzele i spotkanie ze znajomymi.


Nowy dzien, nowa kreacja. :D

Lara nie mogla przejsc obojetnie obok baniek mydlanych. :)


Swiateczna wystawa sklepowa.

Dwie ksiezniczki, Lara i Misk. <3








poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ramadanowe menu - saudyjska kabsa

Skladniki:

- kurczak
- 2 szklanki ryzu basmati
- 2 marchewki
- przyprawa do kabsy (moja ma w skladzie pieprz, kurkume, cynamon, kmin, kardamon, suszony czosnek)
- cebula
- lisc laurowy
- suszona limonka
- pieprz czarny
- skorka pomaranczy
- lyzeczka koncentratu pomidorowego
- lyzeczka oleju
- sol

- rodzynki i orzechy do posypania (uzylam migdalow w slupkach)






Kurczaka pocwiartowalam i nastawilam w 750ml wody z dodatkiem cebuli, liscia laurowego, pieprzu, soli, suszonej limonki, skorki pomaranczowej oraz przyprawy do kabsy.
W tym czasie pokroilam marchewki i podsmazylam je na oleju w osobnym garnku. Gdy byly miekkie, dodalam koncentrat pomidorowy, chwile podsmazalam, mieszajac. Dodalam namoczony wczesniej przez okolo 20 minut ryz, podsmazalam dalej przez kilka minut, mieszajac co rusz, po czym zalalam 2 szklankami ugotowanego bulionu i gotowalam pod przykryciem.
Mieso wylozylam do naczynia zaroodpornego i polalam pozostalym bulionem, po czym wstawilam do piekarnika na 180 stopni, zeby sie podpieklo, na okolo 20 minut.
Ryz wylozylam na okragla tace, oblozylam kawalkami kurczaka i posypalam uprazonymi na odrobinie oleju rodzynkami i slupkami migdalow.

wtorek, 21 czerwca 2016

Polmetek. Pietnascie dni ramadanu juz za nami...

Jest to magiczny czas.
Dziekuje Bogu za droge, ktora mnie poprowadzil. Wczoraj, gdy stalam w meczecie podczas modlitwy taraweeh, otoczona arabskimi kobietami w czarnych abajach, ktore urodzily sie tu, na emirackiej ziemi i zostaly wychowane jako muzulmanki, naszla mnie refleksja. Pomyslalam - mam na imie Karina
- nie Asma, Aisha czy Khadija, urodzilam sie w Polsce, daleko stad! Bylam chrzescijanka. Ale oto stoje tutaj, wyznajac szahade, padajac na twarz przed Jedynym Bogiem, sluchajac glosu imama, ktory prowadzi modlitwe po arabsku. Nie planowalam swojego zycia w ten sposob. Po prostu dalam sie poprowadzic Bogu za reke, bo "Allah is the best of planners..."
Dobrze, ze w meczecie byly chusteczki, bo sie z tego wzruszenia strasznie uryczalam. 😢 ;) Subhan Allah. 

Obejrzyjcie na zdjeciach, jak minely nam ostatnie dni postu, a ja tym czasem udaje sie do kuchni przygotowac suhur. :)

Gdy pogoda dopisuje, czyli gdy jest czym oddychac ;),  jadamy iftar w parku.

Co zrobic podczas zakupow, gdy nadejdzie czas modlitwy? Zapomniec o wszystkim i isc sie modlic do pokoju modlitw, znajdujacego sie w centrum handlowym. ;) Zakupy nie uciekna. :)
Na zdjeciu Lulu robi wudu (obmywa sie przed modlitwa). Na jej dzieciecy sposob.

Ulubiony regal mojej Lulu w pokoju modlitw - interesuja ja znajdujace sie tam okrycia do modlitwy, ksiazki oraz stojaki do czytania Koranu. :)

Jej chwila skupienia. Aby nie naruszac prywatnosci w tak donioslym momencie pstryknelam zdjecie z daleka. ;)

Kazdy przezywa ramadanowe wieczory na swoj sposob.


Jeden z iftarow.

Wieczorna wyprawa do meczetu mamy i corki. Za kazdy krok, jaki wykonamy w kierunku masjidu, czeka nas nagroda od Boga, in shaa Allah. ♡

Ramadanowa latarenka oswietlala nam droge, niczym za dawnych czasow Egipcjanom wsrod ciemnosci.

Wejscie do meczetu.

Przed wejsciem nalezy zdjac buty.

Lara zaglada, czy aby sie nie spoznilysmy.









Lara: "mamusiu, jestem bardzo muzulmanka". 😂 :) 😇 <3

Woda w meczecie dla modlacych sie.   


Muzulmanski rozaniec.

Po modlitwie mozna sobie pozwolic na mala nagrode z pobliskiego sklepiku. :)

Wybor padl na lody kulfi z pistacjami, orzechami nerkowca oraz kardamonem. Specjal indyjski.